Menu / szukaj

  • bestseller

    „Tajne komplety”: „Książką odwracać bieg”

    "[...]sensem tej „zabawy”, jest próba wspierania czytelnictwa, polepszania jego jakości. [...] staramy się aby proponowane tytuły były poprzeczką do przeskoczenia, [...] nasz profil jest ambitniejszy… Taka księgarnia pełni również znaczącą rolę edukacyjną, wyznacza pewien poziom, a to jest zupełnie bezcenne w dzisiejszych czasach. […] nie jest to raczej zabawa, tylko żmudna praca, a rekompensatą za poniesione trudy może być tylko ciepłe słowo stałego klienta. […] ciężko pracować można tylko z pasji, a wtedy rozumienie obciążenia pracą nabiera innego znaczenia. Sprawia przyjemność. Zwłaszcza jeżeli widzisz choćby śladowe efekty działań[...]" Więcej

  • milestone

    D. Miklaszewski: "Niczego nie muszę!"

    "[...]Proszę pana, chyba jest tak, że kiedy idzie się z „głową otwartą” i aparatem w plecaku lub bez aparatu, to widzi się więcej. Kiedy tylko pojawia się aparat w garści każdy zaczyna się napinać i szukać. Albo ma tak otwarty ten swój łeb, że zapomina, po co tam się znalazł. I wtedy, przywozi się do domu same gnioty z gatunku „co słonko widziało”. Myślę, że przed wyjściem trzeba mieć w głowie ułożony szkic tego, co się chce, czy chciałoby uchwycić. Potrzebna jest też umiejętność syntetycznego myślenia, no, i nie bójmy się tego słowa – umiejętnej dyskryminacji.. dopiero potem oko i aparat. Oczywiście, do tego dodałbym dobry nastrój i nieco poluzował szelki. [...]" Więcej

  • flag

    J. Kolasiński: Co ma Prusak do wiatraka?

    "[...] – Bij Niemca! – ryczy ktoś za moimi plecami.
    – Panie, jedni i drudzy to Niemcy – pada riposta.
    – Przy Austriakach bym tego głośno nie mówił – ostrzega ktoś inny, a bitwa toczy się dalej.
    Regimenty manewrują, armaty ogłuszają, spowijając dymem czujnie spoglądających na nie strażaków z OSP, narrator wszystko objaśnia, VIP-y na ławkach się delektują, a stojący tuż przy boisku biały volkswagen-bus na wrocławskich numerach (że też nie zanotowałem!) wyjącym non stop alarmem błaga swego właściciela, by mózgu używał nie tylko od święta.
    [...]" Więcej

  • photography

    M. Rezler: „Nie mieli państwa, ale mieli ojczyznę”

    "[...]zabór rosyjski nastawił się na powstania za wszelką cenę, bez oglądania się na straty. […] a kolejne klęski doprowadziły do logicznych wynaturzeń uzasadnianych obowiązkowo potrzebą „dawania świadectwa”, „romantycznego myślenia”, wreszcie mesjanizmem. Zaczęto obracać się w trochę szalonym świecie poruszanym spiralą nieustannych walk i ofiar, coraz bardziej pogarszających położenie ziem polskich. Uznano za aksjomat stwierdzenie, że bez ciągłych powstań tożsamość narodowa zaginie, a świat o Polsce i Polakach zapomni. [...] przykład Czechów świadczy o niesłuszności takiego przekonania. [...]" Więcej

Lothar Chaiseman: „Bałagan w kadrze bólu istnienia”

Lothar Chaiseman – ur. 1962. Twórca niepokorny. Fotografuje pod prąd i za tą właśnie przyczyną przez koneserów fotografii jest ceniony – wręcz uwielbiany, a przez mainstream ignorowany. Na przykład od kilkunastu lat nie otrzymuje World Press Photo. Naciski wiadomych kręgów powodują, że nie otrzymuje nagród ani na konkursach krajowych, ani na zagranicznych. Artysta nie otrzymał następujących nagród i wyróżnień:
World Press Photo
w latach 1979-2011, Pilsner Urquell International Photography Awards w roku 2011, Pictures of The Year International 2011. Od lat nie otrzymuje Nagrody fotograficznej Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego w Greenwich, a dwa lata temu ponownie nie przyznano mu nagrody EISA (Europejskie Stowarzyszenie Obrazu i Dźwięku. W roku 1989: Lothar Chaiseman nie otrzymał nagrody Fundacji Erny i Victora Hasselblad za całokształt pracy i w latach przyszłych również jej nie otrzyma. Podobnie nie został (i nie zostanie) wyróżniony honorowym tytułem Międzynarodowej Federacji Sztuki Fotograficznej FIAP. Lothar Chaiseman nie otrzymał również nagród „National Geografic”,  Grand Prix of „Animal Planet”, nie wspominając już o Polish International Exhibition na której mu kompletnie nie zależy.

     Zmowa zazdrości, z jaką artysta boryka się na każdym kroku przynosi gorzkie owoce i prace L. Chaisemana nie są nigdzie  wystawiane, choćby w Prado i Luwrze, choć wszyscy doskonale wiedzą, że nawet te zdjęcia, które bez żalu kasuje z matrycy, zasługują na to, by Monę Lizę odesłać do magazynu a zwolnione przez nią miejsce przeznaczyć dla Chaisemana. W roku 2006 jego prac nie wystawiło Tokyo Metropolitan Museum of Photography. Dla znawców fotografii artystycznej nie ulega wątpliwości, że wraz z każdym nowowybudowanym muzeum czy galerią wystawową – lista miejsc w których artysta nie wystawia swych dzieł rośnie.

     Chaiseman wciąż tworzy i – jak twierdzi – nigdy nie przestanie. Nawet po śmierci, którą rzecz jasna udokumentuje za pomocą samowyzwalacza. Dodaje przy tym, że dopiero w owym okrzyczanym tunelu będzie miał odpowiednie światło i zdejmie wszystko bez problemu, a szczególnie to, co u wylotu podobno czeka. Tym, że nikt jego zdjęcia nie zobaczy, nie przejmuje się zupełnie, jako że – jak twierdzi – do tego już się przyzwyczaił. więcej

Marzena Wieczorek: „Zawsze chciałam tylko robić lepsze zdjęcia…”

Marzena Wieczorek – z wykształcenia socjolog, studiowała w Krakowie i Gdańsku, z którego pochodzi. Obecnie mieszka nad jeziorem Bodeńskim.
Jej fotograficzna pasja rozpoczęła się od makrofotografii. Lubi różnorodność, dlatego jej zainteresowania fotograficzne poszerzały się o coraz to nowe obszary, od architektury po krajobraz i portret. Każdy z nich niesie z sobą nowe doświadczenie i satysfakcję.
Prace Marzeny Wieczorek publikowane były w większości pism fotograficznych będących na rynku niemieckim, polskim i angielskim i na stronach internetowych niemieckich, polskich, angielskich i chińskich. Autorka zdobyła wiele nagród, między innymi Złoty medal w kat. Architektura w międzynarodowym, firmowanym przez PSA (Photographic Society of America) austriackim konkursie „Trierenberg Super Circuit” w 2012 r. Prace Marzeny Wieczorek znalazły się w finale konkursu „Ein Jahr in Bildern“ organizowanego przez firmę Pentax i niemieckie pismo „Photographie” więcej

Ilona Budzbon Marcinkowski: „Fascynują mnie zwykli ludzie, gdziekolwiek by nie żyli…”

Ilona Budzbon Marcinkowski – urodziła się w Gdyni i z tego powodu w każdym miejscu na ziemi tęskni za naturą i ciszą….
Ukończyła studia prawnicze i przez ponad 10 lat pracowała nad umowami i aktami prawnymi. Cały czas marzyła jednak o pracy dziennikarza i fotografa.
Mieszkała w Gdyni, Krakowie oraz w górach na pograniczu francusko – szwajcarskim, gdzie nauczyła się pisać ikony.
Od 10 lat mieszka z mężem w Holandii, w której spełnienie marzenia  o byciu fotografem było na początku tak trudne, jak walka z wiatrakami. Jednak od ponad 7 lat udaje się – Ilona podróżuje, fotografuje i filmuje. Sprzedaje swoje zdjęcia na całym świecie: do gazet, na strony internetowe, do książek, kalendarzy i jako reklamy na stoiska targowe.  Filmy, do których napisała scenariusze lub filmowała, jako druga kamera, emitowane są na całym świecie.
Ilona nie wysyłała swoich prac na konkursy fotograficzne z powodu… braku czasu. Wie, że powinna się tym zająć. I się zajmie.

>>>WAŻNE! Klikając fotografie ilustrujące wywiad z ich Autorką – oglądasz je w trybie pełnoekranowym!!!<<<

więcej

Jarosław Kolasiński: Niemcy mnie biją – reaktywacja

     Przebieg wydarzeń na jakże pechowym dla polskiej polityki frankfurckim lotnisku – poznamy może nawet prędzej, niż szczegóły napaści siepaczy policyjnych na posła Wiplera.
Już teraz jednak wiadomo, że europoseł Protasiewicz prawdopodobnie usiłował z rąk pracownika lotniska przejąć wózek bagażowy (nie wiemy, czy opancerzony). Skutkiem tego został podstępnie zaatakowany przez celników usiłujących się dobrać do eurowalizki słynnego Dolnoślązaka. Zaatakowany ostrzegł, że będzie filmował, co na całym świecie jest normą – każdy molestowany przez mundurowych po prostu wszystko sobie filmuje. Niestety – co świadczy o niskim poziomie odbiorców kina w Niemczech (a może to zazdrość?) – celnik wytrącił Polakowi z rąk szansę na Oscara. Podczas niemieckiej napaści na naszego rodaka padły też tzw. wyrazy. Ściślej – „raus”. Jeszcze rano przeczytałem w internecie, że celnik tak powiedział, pod wieczór okazuje się, że zaatakowany „usłyszał „raus” i się zagotował”. I wcale ta różnica nie musi oznaczać, że ktoś tu szykuje się do odwrotu na z góry upatrzone pozycje. Może się okazać za jakiś czas, że miały miejsce omamy słuchowe. Nihil novi. Jeszcze w wieku XVIII pewien oficer polski słysząc od pijanego hetmana „ognia!”, zamiast przypalić mu fajkę (a o to prosił przełożony) złośliwie przekazał tę „komendę” artylerzystom.
Wróćmy jednak do Niemiec. więcej

Rafał Wishper Kurs: „Jakość zmęczenia”

Rafał [Wishper] Kurs urodził się 27 stycznia 1986 roku we Włocławku, z wykształcenia technik hotelarstwa, absolwent studiów Turystyki i Rekreacji – chciałoby się powiedzieć, jednak tych studiów nie ukończył. Sam porzucenia studiów na trzecim roku, które podjął zaraz po maturze, nie żałuje. Dzisiaj myśli o innych, związanych z fotografią i sztukami wizualnymi. Pierwsze jego fotografie, jak sam mówi, „są po prostu słabe i nudne, tzw. gnioty – szkoda do nich wracać pamięcią”. W 2011 roku, po namowach znajomych fotografów, zarejestrował się na portalu fotograficznym Fotoferia.pl i tam, jak twierdzi, wszystko się z jego fotografią zaczęło…
Laureat wielu konkursów, z których warto wymienić m.in. Konkurs na autoportret Magazynu Pokochaj Fotografie, którego został dwukrotnym zwycięzcą. Autor wystawy pt. ” Szepty i Krzyki Wyobraźni” z 2013 roku, która przyniosła mu na początku 2014 roku, wyróżnienie Prezydenta Miasta Włocławek w kat. Odkrycie Roku. W lutym 2014 roku stał się realizatorem prestiżowej sesji fotograficznej do albumu muzycznego, pt. „Opowieści” zespołu Illusion.
więcej

Grzegorz Pawelak: „Nie cenię zdjęć wybitnych technicznie … ale o niczym”

Grzegorz Pawelak ur. grudzień 1968 – do teraz, mieszka w Gdańsku, niedokończony filozof Uniwersytetu Toruńskiego. Fotograficzny wymyślacz. W wieku 9 lat dostaje od babci radziecki aparat FED 3 i od tego wszystko się zaczyna. Z uwagi na to, że aparat posiada w sobie smar, na którego zapach ma alergię, zostaje na kilkanaście lat fotografem niepraktykującym, aparat leży w szafie, a on tworzy obrazy w głowie. Po kilkunastu latach kupuje nowy aparat (full manual) i marnuje swoją pierwszą w życiu kliszę, lekka wada wzroku nie pozwala mu poprawnie ustawić ostrości, drugi aparat ląduje w szafie, a on wraca do wymyślania obrazków w głowie. Mija kilka lat, jego kolega dostrzega w nim talent i darowuje lustrzankę automatyczną, rozpoczyna się nauka panowania nad światłem i kilkoma innymi elementami warsztatu fotografa. więcej